sobota, 24 kwietnia 2010

Waikato River Trail

Wzdłuż rzeki Waikato zaplanowano długaśny szlak rowerowy. Na razie otwarte jest tylko kilka odcinków trasy, i tam właśnie się wybraliśmy. Szlak był trasą dla rowerów górskich, poziom 2-3, co oznaczało strome uskoki, podstępne korzenie drzew i ciężkie podjazdy +____+ Marti miała w oczach trupie czaszki, a Tadek banana na twarzy. Jechałam z tyłu, żeby się ze mnie mąż nie śmiał, jak schodzę z roweru na co straszniejszych odcinkach. Na szczęście przy końcowym odliczaniu w grupie okazało się, że do mety dotarli wszyscy dwoje uczestnicy. Przejechaliśmy zaledwie cztery z łącznie 30-stu straszliwych kilometrów szlaku.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Raglan w kwietniu

Popisy bodyboarderów znad Odry - czyli znów pokazaliśmy Kiwusom jak łapać fale. W pierwszym zanurzeniu udało nam się znaleść z boku plaży miejsce, gdzie fale były małe i wypłynąć chyłkiem bokiem poza linię łamiących się dużych fal. Trochę je złapaliśmy, a trochę one złapały nas... i trochę nas podtopiły. Ale było pięknie. W zanurzeniu drugim postanowiliśmy udokumentować nasze wyczyny na trochę mniejszych falach - stąd galeria.

Aby ją zobaczyć, kliknij na jednego ze słynnych polskich bodyboarderów.

piątek, 16 kwietnia 2010

Wielkanocne wycieczki cz. 2

Nasza wycieczka na White Island - czyli czynny wulkan u wybrzeży Nowej Zelandii, w okolicach Whakatane. W okolicy grasują bandy fotogenicznych delfinów i wielorybów, które nękają turystów na łodziach swoimi popisami, żeby im robić zdjęcia i umieszczać je na internecie. Po falistej przeprawie łódką było nam trochę niedobrze, zwłaszcza jak wiaterek przygonił apetyczne opary siarki. W naszych hardych żółtych kaskach i maskach gazowych wyruszyliśmy na spacerowe zwiedzanie wulkanu. Atrakcje w postaci buchających kwaśnych dymów, bulgoczących strumyków, kwaskowych jeziorek i pordzewiałych pozostałości pechowej fabryki / wydobywalni siarki, wprowadziły nas w nastrój grozy. Groza się wzmogła jak zaczęło padać i pomyśleliśmy, że nasze kurtki się roztopią od kwasku. Na szczęście przetrwały.

Poniżej fotograficzna wizja wycieczki. Polecamy m.in. gościnny występ Koreańskich Inżynierów.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Wielkanocne wycieczki cz. 1

Zamiast jajka malować i zajączki do koszyka wciskać ulegliśmy w Święta atmosferze wycieczkowej. Piątek mają tutaj wolny. Wybraliśmy się więc pod i nad wodospad Wairere Falls.

Skalista ścieżka biegła od parkingu, poprzez porośnięte buszem zbocza, aż na szczyt wodospadu. Jedną z ciekawostek po drodze były grupki młodzieży odmiany maoryskiej w klapkach japonkach. Od szlaku odbijała też "Pradawna Trasa Maorysów", która szła skrótem pionowo w górę - oni chyba od pokoleń lubią jak jest trudno.

Na szczycie wodospadu nie postawili zbyt wielu barierek, więc można było stanąć na samej krawędzi spływającej wody i się bać. Atrakcji dostarczał też szumiący nam nad głowami helikopter z turystami.

Aby zobaczyć nas i wodospad należy kliknąć na nas albo na wodospad.