
Udało się nam w końcu po 3 miesiącach odzyskać nasz depozyt za wynajem domu w Anglii w Kettering. Kolejny kamyczek do ogródka osób uważających Agentów Nieruchomości za najgorszy zbiór chamów i oszustów. Ha.
Wyprowadziliśmy się w sierpniu. Depozyt miał być oddany, bo nic nie uszkodziliśmy, a co lepsze, zostawiliśmy dom w lepszym znacznie stanie niż go zastaliśmy. Fajnie. Jeszcze specjalnie tam byliśmy przed wylotem, żeby podać numer konta, wyjaśnić, że żadnych czeków, bo do Nowej Zelandii jedziemy, i w ogóle, wszyscy mili i przytakujący. Po miesiącu zaczęłam pertraktacje o zwrot tego depozytu, bo przecież ile można. W dodatku zapłaciłam im za miesiąc dodatkowo, bo zapomniałam usunąć automatycznego przelewu z banku. Już się nie będę wgłębiać z iloma osobami rozmawiałam (z których każda miała to sprawdzić i oddzwonić / wysłać email) - jak głową w mur. Nawet jedna Pani Dominika z Polski tam pracowała, ale niestety poziom uczciwości identyczny. Pewnie dlatego ją zatrudnili. Jak się w końcu dopchałam do bezpośredniej konwersacji z szefową ich oddziału to mi powiedziała, że ależ pieniądze dawno wysłane już i że muszę z bankiem sprawdzić. No to ja na to - proszę dowód wpłaty. Najpierw wysłała mi zrobioną przez nich tabelkę, że jest £0 do oddania. Potem wysłała mi dowód zwrotu nadpłaty za dodatkowy miesiąc, aż w końcu zajarzyła, że nie wysłali mi tego depozytu. Jaka była jej reakcja?
Teraz możemy pani oddać pieniądze. Minus opłata za zakończenie wynajmu.
Zero przeprosin, zero refleksji.
Przynajmniej przesłała to wczoraj i dzisiaj już doszło. Ale naprawdę nie mogę pojąć, jak można być takim burakiem. Już nawet nie chodzi o ten bałagan jaki tam mają. Pewnie są z siebie bardzo zadowoleni i nie widzą nic niestosownego w tym wszystkim.
Muszę ich obsmarować na paru forach :D