Wzdłuż rzeki Waikato zaplanowano długaśny szlak rowerowy. Na razie otwarte jest tylko kilka odcinków trasy, i tam właśnie się wybraliśmy. Szlak był trasą dla rowerów górskich, poziom 2-3, co oznaczało strome uskoki, podstępne korzenie drzew i ciężkie podjazdy +____+ Marti miała w oczach trupie czaszki, a Tadek banana na twarzy. Jechałam z tyłu, żeby się ze mnie mąż nie śmiał, jak schodzę z roweru na co straszniejszych odcinkach. Na szczęście przy końcowym odliczaniu w grupie okazało się, że do mety dotarli wszyscy dwoje uczestnicy. Przejechaliśmy zaledwie cztery z łącznie 30-stu straszliwych kilometrów szlaku.
Jak zwykle. Ciekawe miejsca,interesujące dobre zdjęcia i ładne ludzie (tym razem szt.1).
OdpowiedzUsuńTeż bym się tam bał. Pewnie bym wolał iść piechotą (rofl), bo i bezpieczniej i dłuższa konsumpcja pięknych widoków.
Fajne tereny tam macie na rowerki. Widzie, że sprzeciki też macie słuszne;-) Ja w tym sezonie poki co do lasu się jeszcze z rowerkiem nie wybrałem ale może teraz w trakcie weekendu się uda. Pozdrawiam PS. Stęskniliśmy się już za Wami!
OdpowiedzUsuńNo to w takim razie muszę się Wam pochwalić, że ja- największa rowerowa łamaga, też się z musu przesiadłam na 2 kółka. Dobiły mnie poranne korki w drodze do pracy. Wyciągnęłam od rodziców najbardziej odrapany rower jaki mieli, a mają ich dużo- taka rodzinna piwniczna kolekcja hehe. No i mam nadzieję że takiego lekko zużytego jednoślada nikt mi nie rąbnie pod szpitalem ;). Bo trzeba będzie wracać do domu na piechotkę.
OdpowiedzUsuńBrawo! Marta (zona) sie pol roku zarzekala ze bedzie na rowerku smigac do pracy i dalej jezdzi ze mna samochodem :D - teraz juz pozna jesien i chlodno wiec jest usprawiedliwiona. Ja co prawda nie narzekam bo mnie za to pod sam szpital podwozi :D i sama auto parkuje hehe
OdpowiedzUsuń