wtorek, 2 marca 2010

Marti w aeroplanie

Kolejny tydzień dyżuru przewoźniczego i kolejna przygoda! Martka otrzymała zadanie odebrania bobola urodzonego w Gisborne (wschodni czubeczek Nowej Zelandii) i przewiezienia go do szpitala w Auckland. Poniżej mapka poglądowa - transport drogowy oznaczałby 995 km trasę. Samolot leciał trochę bardziej na przełaj.


View Larger Map



Zabraliśmy się z naszym przenośnym 200 kilogramowym inkubatorem do małego samolotu. Marti tym razem nie było niedobrze, bo zjadła przeterminowany Aviomarin z Polski, który nabrał przez lata dodatkowej mocy. Było lepiej niż w helikopterze i tylko parę razy zatrzęsło nami w jakiejś chmurze.

Poniżej widok na góry w drodze do Gisborne, oraz na wschodnie wybrzeże NZ.



Bobek na szczęście był w stanie dobrym i stabilnym, więc się medycznie głowić zanadto nie musiałam. Leciała ze mną też pielęgniarka, która umiała ten skomplikowany inkubator obsługiwać.



A to zachód słońca po drodze do Auckland:



Wszystko dobrze się skończyło, bobas dostarczony, torebki-vomitki nie zużyte. Wolę jednak chyba pisać epikryzy w zaciszu 'doctors office' niż takie wojaże odstawiać.

1 komentarz: