W ramach dalszej kulinarnej rozpusty - Martka przedstawia: Sushi w wersji bardzo zachodniej i ciążowo dozwolonej.
Nawet ciężko mi wyrazić jak bardzo tęsknię za surowym łososiem i tuńczykiem w sushi kupionym na mieście :( Na pocieszenie robię sushi sama i ze składników dozwolonych kobiecie w stanie ciążowym (aby było bezpiecznie od pasożytów, Listerii i innych Salmonelli). Oto wersja z następującymi dodatkami:
- serek Philadelphia
- zielony ogórek
- krewetki
- słodki japoński omlet tamago
- śledzik z puszki o smaku wędzonym
- sałata
Sushi zwijam na macie bambusowej na płaskatych wodorostach nori. Doszłam już do takiej wprawy, że umiem robić też sushi odwrócone (z ryżem na wierzchu) - ha! :D Jako dodatki - pasta wasabi (zielony ostry chrzan) i piklowany różowy imbrir.
wtorek, 16 sierpnia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Zajebiaszcze :D Też lubię sszzzuussszzzii :) Choć takie kupne troche drogie więc raczej rzadko jadam :(
OdpowiedzUsuń