Jesteśmy od dziś oficjalnie Kiełbaskowymi Mistrzami Nowej Zelandii. Zwłaszcza Tadek, który je tak pięknie ponabijał do flaka. Ale zacznijmy od początku...
Nabraliśmy ochoty na białą kiełbasę :) Oczywiście w Nowej Zelandii takiej nie mają, bo jak. Cieniasy.
Na początek udało nam się zamówić maszynkę do mielenia mięsa razem z dostawką do kiełbas do naszego robota kuchennego (zamówienie szło z Francji, bo łącznie z przesyłką było wciąż jakies 50% taniej niż kupować tutaj na gupiej wyspie). Następnie zdobyliśmy garść jakichś jelit od zdziwionej pani z mięsnego. Potem było polowanie na odpowiednie kawałki wieprzowiny (łopatkę tutaj znają, ale takie części mięsne jak podgardle, nieprzetworzony boczek czy słonina to dla nich pojęcia z kosmosu). W końcu mogliśmy przystąpić do wyrobu naszej kiełbasy według domowego przepisu klanu Piszeli.
A teraz ekscytująca filmowa dokumentacja powstawania kiełbaski :D (Już po cenzurze - jeden z filmików był zbyt dosłowny i został usunięty :DDDDD zainteresowanych prosimy na priv)
... i efekt końcowy - pyszne kiełbaski ugotowane w kwaśnej serwatce. MNIAM :)
sobota, 23 lipca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Że też macie takie zacięcie i chęci. Gratuluję :) Wygląda bardzo fajnie...
OdpowiedzUsuńHaha, pewnie ze mamy. Ostatni raz kielbase biala jadlem pewnie ze 2-3 lata temu. Zreszta tak smacznej kielbasy jak domowa to juz nawet I w Polsce ciezko dzis znalezc. Ten eksperyment kulinarny przeprowadzilismy tylko po to zeby moc prawidlowo obchodzic np Wielkanoc. Czego nie ma we wpisie to fakt ze technologia robienia takiej bialej kielbasy wymaga serwatki. Produktem ubocznym serwatki jest... twarog! A twarogu tu rowniez nigdzie nie uswiadczysz.
OdpowiedzUsuńTak wiec teraz niczego juz nam na obczyznie nie brakuje!!
Nawet NAS? :)
OdpowiedzUsuńW sensie kulinarnym przeciez pisze ;D
OdpowiedzUsuńNiestety nie mamy jeszcze przepisu na rodzine i przyjaciol :D.
Jezu ser, kiełbasa? Co wy się Jamiego Oliviera naoglądaliście? Kiełbasa wygląda pięknie, nigdy nie słyszałam o gotowaniu w serwatce, u nas w domu to się dusi w piwie, albo normalnie we wrzątku. Ale zdradźcie mi dlaczego bez majeranku?
OdpowiedzUsuńI w ogóle jak się wam udało kupić takie jelitka w mięsnym? Chętnie zobaczę ten niecenzurowany filmik, bo zachodzę w głowę co tam takiego ciekawego jest, że nie wrzuciliście na stronkę ;D.
Hahah, nie znam za dobrze Jamiego, ale coś kojarzę, że to taki angielski *Pan-co-gotuje*? :D Nie, inspiracją dla nas była czysta ochota na białą kiełbaskę, która dolega nam od conajmniej roku, jeśli nie dłużej. A że teraz ja mam więcej czasu, to zorganizować mogłam w końcu osprzęt i składniki.
OdpowiedzUsuńKiełbasa ma majeranek w środku (w duzej ilosci, łącznie z czosnkiem, rozmarynem, solą i pieprzem) i mi się skończyło opakowanie, dlatego w serwatce nie pływa :( ale zapewniam, że majeranek dodany :)
Z jelitami była przeprawa, bo musiałam znaleść sklep mięsny gdzie na miejscu wyrabiają swoje własne kiełbaski. Pani Maoryska najpierw zrobiła gały jak talerze kiedy spytałam o jelitka, ale potem przyznała się, że kiełbaski kręcą w czwartki i żeby przyjść to mi odsprzeda trochę 'kiełbaskowych skórek'. Cenę sobie zaśpiewali ładną, 50 NZD za kilogram, ale za 7 dolarów dostaliśmy już tyle jelit, że zużyliśmy 1/3, a reszta się w soli konserwuje. Po drodze w paru innych mięsnych też mieli 'skórki na kiełbaskę', ale ze sztucznego tworzywa :(
Marta - link do filmiku wyślę na maila. Ale nie mów potem, że nie ostrzegaliśmy :D i proszę nie przekazywać dalej :DDD