Dawno nic nie pisaliśmy, ale wiadomo jak to jest, praca, Święta, i inne atrakcje.
Sprawiliśmy sobie noworoczny prezent w postaci ogrodowych mebelków i gazowej garkuchni, zwanej też grillem. Okazuje się, że na brykiety mieli w sklepie tylko metalową michę z kratkami, zaś grille gazowe są tutaj znacznie bardziej popularne i można wybierać spośród wielu modeli (niektóre tak wypasione, że opłaca się je kupować tylko do kuchni garnizonowej).
W związku z tym wreszcie możemy w pełni cieszyć się ogródkiem (rychło w czas). Trawka urosła już dość bujnie, a my mogliśmy znowu zasmakować zapomnianej już kiełbaski z grilla i szaszłyków.
Ptaszony oczywiście się zorientowały i śledzą nas jeszcze zawzięciej.

Tutaj zaś nasza okazyjnie zakupiona Yukka. Pisało w internecie, że lubi sucho, ale dopiero jak zaczęliśmy ją podlewać to pojawił się odcień zielony...

A tu parę fotek znad wody. Martka już mniej jest entuzjastyczna do pływania na falach, bo ją Tadek zabrał na takie większe i Marti doznała traumy psychicznej :D Teraz może się bawić tylko przy brzegu na małych falkach, aż jej nie przejdzie uraz po porwaniu przez tsunami (no dobra, nie było to oficjalnie tsunami, ale dwumetrowa fala dla niektórych już się do tsunami zalicza). Na poniższym zdjęciu jakiś losowy pan się wywraca na sześć razy mniejszej fali :D

Szczęśliwego Nowego Roku Wam także!
OdpowiedzUsuńGrill wypaśny, ptaszysko z czerwonym łebkiem lekko przerażające- chyba nawet większe od Zenka, chciałam napisać "chrońcie swoje kiełbaski" ale jakoś to tak niedobrze brzmi ;).
A ten Pan z fotki, to on się przewraca tak? Bo ja myślałam że tubylcy to takie nawodne akrobacje na tych deskach wyprawiają i już się zastanawiałam jak on to zrobił :D.
Dzieki Marta! :)
OdpowiedzUsuńTak, ptaszysko spore, a w dodatku chodzi jak dinozaur na swoich dlugich lapach :D Kielbasek bedziemy pilnowac hahaha :D
Pan z fotki sie wlasnie wywraca, chociaz trzeba przyznac ze z gracja :D
Buziaki slemy i sniezku zazdroscimy (troche) :)