Wreszcie doczekaliśmy się zagrabionego ogródka. Zajęło to developerowi "zaledwie" 10 tygodni! Wow... Żeby było zabawniej, nasi sąsiedzi już parę tygodni wcześniej cieszyli się płaską nawierzchnią z wschodzącą już trawką. Przynajmniej miał tyle przyzwoitości, żeby przyjść przeprosić.
Teraz trwa więc akcja nawadniania nowego trawnika.
jak trawka urośnie to myślę, że powinni tam nakręcić Hobbita ;D
OdpowiedzUsuńbtw fajne tagi ;D
Heh, nie macie co narzekać, u mnie deweloper cyklicznie rozkopuje i zakopuje mój trawnik od sierpnia. Tak tak całe trzy miesiące.... Wzdłuż całego tarasu pojawia się i znika ogromny rów i hałda ziemi. Jedno jest niezmienne: jak z rana w samych gaciach otwieram żaluzje, to witają mnie z ogródka uchachane gęby panów robotników jarających fajki na moim tarasie, nawet w sobotę... O przeprosinach ze strony dewelopera moge zapomnieć, bo nie zostałam nawet oficjalnie poinformowana o tym, że na moim ogródku będą prowadzone jakieś prace "budowlane". Więc cieszcie się,że żyjecie w kiwilandii i nie narzekajcie :)
OdpowiedzUsuńkawał ogródka :) buziaki z kolorowych aktualnie lasów :)
OdpowiedzUsuńMarta: O ja, niewiarygodne... no to Twoje uciechy oficjalnie wygrywaja z naszymi na 'upierdliwosc ogrodnicza roku'. Probowalas poszczuc ich Zenkiem?
OdpowiedzUsuńDorotka: Chyba faktycznie jest troche za duzy. Tadko doceni to dopiero jak bedzie musial calosc objechac kosiarka :D A ja na razie bezskutecznie staram sie przeganiac wroble i inne ptaszyska, ktore zzeraja nasionka... zanim dobiegne w jeden koniec ogrodu, to juz na drugim sie zbieraja. Buziak dla Was!