poniedziałek, 29 października 2012

Brisbane

Korzystając z wymówki w postaci Tadziowego kursu chirurgiczno-anatomicznego zrobiliśmy sobie małe wakacje w Brisbane w Australii. Rano plażowałyśmy sobie we trzy dziewczyny, a popołudnia spędzaliśmy rodzinnie. Pogoda wiosenna w tym rejonie wyglądała tak jak w Polsce latem, a w Nowej Zelandii to takiej chyba nigdy nie ma - ciepło nawet po zachodzie słońca i sucho aż trawa żółknie. Monisia wybawiła się na plażach babrając się w piaseczku i wodując znalezione liście, oswajała mewy karmiąc je zapiaszczonymi ciastkami, a kiedy była już bardzo mokra to kazała się nosić suchej Mamie na rękach. Odwiedziliśmy koalarnię zwaną Lone Pine Koala Sanctuary, gdzie Martka zrobiła sobie wymarzoną fotę z koalą (w pośpiechu wylądowała w kadrze z Moniką na jednym ręku a koalą na drugim, więc lekko nie było). Mieli tam też puszczone luzem strusie i kangury. Monisia zdołała strusia podstępnie pogłaskać kiedy Martka robiła miny do obiektywu. Kangury też były spoko, chociaż mogłyby chodzić do toalety a nie na trawnik. Z atrakcji warto też wymienić kulę z lusterek, fajne roślinki i szwendające się po całej okolicy jaszczurki. No to galeria będzie tradycyjnie już poniżej.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz