No może w górskich rejonach czy na Wyspie Południowej sobie śnieg pada, ale u nas nie spadł nawet płateczek. Niektóre dni były nawet tak słoneczne, że w południe można było pokusić się o krótki rękawek. Ale za to z rana na szybie spieszącego się do pracy Tadka pojawił się parę razy groźny szron.
Zebraliśmy trochę fotek Monisiowych od naszego powrotu z Polski. Jak tylko nie leje Monisia zostaje wystawiana na dwór po swoją dzienną dawkę witaminy D. Rozrabia wokół domu, roznosi piach ze swojej prywatnej piaskownicy i eksploruje zakamarki "dziecięcego ogrodu" w pobliskim ogrodzie botanicznym. Lubi też okupować huśtawki na placach zabaw. Nauczyła się już chodzić, więc jest bardziej efektywna w szybkim przemieszczaniu się tam gdzie jej być nie powinno oraz w gonieniu rodziców po domu, żeby domagać się brania na ręce ;)
sobota, 4 sierpnia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Śliczne zdjęcia, w najpiękniejszym czasie, w najpiękniejszych miejscach, najszczęśliwszych rodziców z najbardziej kochanym małym człowieczkiem. Tak to dziadek widzi dzisiaj...
OdpowiedzUsuńAle...
Dziadek, jak to dziadek - może się mylić.
Bo i pięknych zdjęć może być więcej... I czasów pięknych i miejsc na piękne fotki jest dużo...
A i małych, najukochańszych człowieczków - też?
Być może... Ale to, to już tylko bociany wiedzą.
Pewne jest jedno - zdjęcia podobają się bardzo!
Wpis się ukazał. Hurra! Nieustanne pasmo sukcesów dziadka.
OdpowiedzUsuń