Dostać się tam można jedynie większą łodzią - podróż przez prawie otwarty ocean trwa około 50 minut. Na szczęście Marti zjadła przemycony jeszcze z Polski Aviomarin (ktoś odciął datę ważności - więc spoks!) i nie dołączyła do ekipy wymiotnej.
Nurkowanie było też przełomowe pod tym względem, że wodowaliśmy się sami, bez przewodnika. Nawigacja była dość prosta, więc nie było strachu że się zgubimy. Mogliśmy więc skupić się na zdjęciach i eksplorowaniu gloniastych lasów bez przeszkód!
Aby przejść do galerii należy kliknąć na smukłą syrenę, albo na wyspę z dziurką:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz