
W szpitalu sa tez liczne windy. Marti ich nie lubi, bo przyspieszaja i hamuja z dosc duza sila i kreci sie jej zawsze w glowie. Ostatnio bardzo sie zdenerwowala, bo wsiadla do windy z Maoryska kobita i Maoryskim bahorem, ktory powciskal radosnie wszystkie klawisze od pietra 1 do 9 (a na 9 Marta jechala). Kobita zmieszala sie przez chwile, ale zaraz powiedziala "Oh, whatever, we get out here anyway" po czym wysiedli na 3cim. A Martka przez nastepne 6 pieter dostawala nudnosci ~____~ Kia ora.
Jezeli chodzi o sama prace to jest jak na razie sympatycznie. Teoretycznie pracujemy do 16:00 ale jeszcze sie wyjsc rowno nie zdarzylo.
Pracy duzo, jak to w szpitalu, ale do ogarniecia. Marti ma na Pediatrii teraz ciagle sezon kaszlaco-smarkajacy, bo przeciez dopiero konczy sie zima.
Wiele skupienia wymaga tez nie raz zrozumienie ze "Biid" to bed, a "Tiin" to ten. Na szczescie wiekszosc lekarzy to nie-Kiwi, wiec z nimi dogadac sie latwiej :D
Ciekawe kiedy sami zaczniemy tak z kiwuska zaciagac.
nie było guzika STOP w windzie :D ?
OdpowiedzUsuńNo wlasnie kurde nie. Byl tylko wielki czerwony guzik "Emergency".
OdpowiedzUsuńSwietny widok z tej stolowki - od razu sie lepiej je, co nie? Ja tez wychodze na obiad w pracy na taras dachowy :) Dzieki temu zdjeciu moge zlokalizowac gdzie jest wasz szpital na google mapsach: na Pembroke St.? :) Bardzo fajna okolica! Niezle wrazenie robi ta zima u was ;-) Pozdrowienia z mniej slonecznego Wroclawia :)
OdpowiedzUsuńZgadza sie! :))) Szpital lezy wlasnie nad tym jeziorkiem na tej ulicy. Widoki z najwyzszych pieter wymiataja - dzisiaj prawie zrobilam zdjecie ale zapackalam komorke i mi nie chciala fokusa zlapac. Moze jutro... :D
OdpowiedzUsuńFajnie ze se jesz na dachu obiadki. To korzystne bo sie witamina D syntetyzuje na slonku! Mozesz tez cyknac od siebie widoksy :)))