Oficjalnie jest już wiosna, bo żonkil kwitnie na skwerku a magnolie pokryły się wielgachnymi kwiatuchami. Pogodowo jest już cieplej, więc czas na plażę. Wybraliśmy się weekendowo na Omaha Beach, tam gdzie poprzednio byliśmy z Piotrkiem i Marcysią w lecie. Monisia założyła nawet tą samą czapeczkę, która tym razem leżała jak ulał (można porównać tutaj). Na piaseczku Monisi podobało się bardzo do momentu kiedy nadepnęła na kłujący suszek z morszczynu. Od tej pory głównym środkiem transportu stał się grzbiet Taty. Moni zajmowała się tez rozłupywaniem muszelek, sypaniem piasku w okolice wiaderka oraz pokazywaniem palcem gdzie należy ją w danej chwili zanieść.
Galeria dopchana jest zdjęciami z ogrodu botanicznego, po którym Monisia spacerowała razem z Misiem. Misia trzeba teraz wyprać. Jest też mała sesja zdjęciowa z przymierzania maminych koralików (Monisia dorwała się do skrzyneczki z biżuterią). Zapraszamy do oglądania.
środa, 5 września 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz