Martka byłą bardzo dzielna w tym tygodniu bo przepracowała 5 12-godzinnych dyżurów. Tadek też dawał rade, nawet nocke jedną zrobił z dobrego serca.
Dalej czekamy na rejestracje w MCNZ. Dzisiaj klikalismy też ceny biletów lotniczych do Nowej Zelandii. Musieliśmy przerwać bo Martka dostała ataku kaszlu z pogłosem "drogo, drogo!", a Tadek wysypki w kształcie znaczków £ na całym ciele. Po powrocie do komputera złorzeczyliśmy też na Kanadyjczyków za to że wymagają wizy na przeloty przez ich gupi kraj. Ale w końcu znaleźliśmy ciekawe połączenie przez Australię z liniami Quantas. Jest tankowanie w Singapurze, ale z samolotu nie wyłazi się przez 23 godziny. Zanudzimy się na śmierć +_____+ Nawet szydełka nie da się zabrać na pokład bo to potencjalna straszliwa broń...
wtorek, 14 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Moze nagrajcie sobie duzo gier na wasze komorofony :) Wlasnie, ciekawe czy mozna ladowac sobie komorke w samolocie? Czy jak by wszyscy wlaczyli ladowarki to by pradu zabraklo samolotowi i by sie zatrzymal?
OdpowiedzUsuńPiotrek